Chcę dostać na maila info o nowych artykułach!


 

© STREET LEGENDS, 2013

Drifting – Quo Vadis A.D. 2013 ?

By Igor Pawłowicz

Pogoda nas nie rozpieszcza, dzisiaj (kiedy powstał ten tekst) jeden z niewielu dni był na „plusie” względem słońca (boziu jak było ładnie) przy temperaturze koło zera i z nadal widocznym gdzieniegdzie śniegiem. Mamy początek kwietnia i ponoć wiosnę… Taa, akurat.

Pozostał niecały miesiąc do pierwszej rundy DMP oraz DO (aktualnie dwie największe imprezy w PL tej dziedzinie) więc wszyscy zaczynają siedzieć jak na szpilkach. Pokątnie to śledząc, także i ja czekam na nowy sezon driftingowy. Oczywiście, to co mnie bardzo interesuje, to konfiguracje samochodów w jakich się zawodnicy pojawią w sezonie 2013. Pojawiają się także retrospekcje z zeszłego roku, przybliżanie profili zawodników, wstępne szacunki co do faworytów, wprowadzenia w nowy sezon…

Zacznę od bardzo nieprzyjemnej sytuacji jaka dotknęła Team PUZ. Na miesiąc przed rozpoczęciem sezonu opuścił ich tytularny i wieloletni sponsor: firma Vavoline. Aktualnie starty w 2013 roku stanęły pod wielkim znakiem zapytania. Chłopaków czeka bardzo intensywny miesiąc w poszukiwaniu sponsora, a także funduszy na starty. Cała sytuacja jest o tyle smutna, gdyż chłopaki tworzą niesamowicie pozytywny team i między innymi przez to zyskali ogromną liczbę fanów oraz sympatię konkurujących teamów. Także tych, którzy preferują japońskie marki.

W połowie zimy (choć to określenie jest ciągle ruchome przez panujące warunki za oknem), była dość głośna sytuacja usunięcia z teamu BudMat RB jednego z jego współtwórców, Bartosza Stolarskiego. Nie chcemy wnikać w prawdziwe powody takiego ruchu, jednak skutkiem tej decyzji jest zajęcie przez Bartka miejsca w szeregach STW Drift Team. Jego auto, względem koncepcji, nie ulega zbyt wielkim zmianom. Dalej pod maską zostaje v8 z prawdziwego zdarzenia (mowa tu o silniku z serii LS), różnica polega na tym iż (prawdopodobnie) wyleci kompresor, a jego miejsce zajmie turbo.

 

Jakub Przygoński ma już na wykończeniu samochód, który był i ciągle jest na ustach wszystkich maniaków motoryzacyjnych. Mowa tu o swoistej reaktywacji kultowego „hachi-roku”: Toyota GT86 (Subaru BRZ). Patrząc na zdjęcia z postępów prac można przypuszczać, że auto będzie gotowe na pierwszą rundę w Poznaniu. Jednostką napędową jest silnik 2JZ, czyli fabrycznie 3-litrowe-twinturbo. Samochód jest już polakierowany i oklejony w barwy sponsora, co więcej większość elementów karoseryjnych znajduje się na miejscu. Nikogo nie zdziwi fakt, że na wzorzec body-kitu został wybrany projekt „rocket bunny”. Główna różnica (na razie możemy to wywnioskować tylko ze zdjęć, więc się jeszcze okaże) polega na tym, że jest fest szerszy od wzorca. W AE86 było około 500 koni. Sądzę, że nie będzie gorzej, w wielu miejscach głośno było słychać, że mają w tym aucie pęknąć 4 cyfry na wyniku mocy…

 

Kamil Kalina praktycznie skończył budowę, ciągle egzotycznej w Polsce, Mazdy RX8. Silnik był również bardzo egzotyczny. Mówimy tu o silniku Wankla o oznaczeniu 13B-REW. Jednak z racji dużych problemów, które sprawiał on właścicielowi, jego miejsce zajęła lepiej rozpracowana jednostka, mianowicie silnik z Nissana Skyline: rb26dett. Dokładniej rzecz ujmując to rb27dett, gdyż został on delikatnie rozwiercony do pojemności 2,7l. Plan: około 650 KM. Nikomu to auto na pewno nie umknie z racji oryginalnych (choć to chyba za słabe określenie) kolorów. Buda dostała kolor Fluo Violet , natomiast felgi Luminous Yellow. To połączenie możecie ujrzeć na zdjęciu poniżej.

 Paweł Trela buduje nowego Opla GT, który docelowo ma mieć koło 900KM. Auto jest kompleksowo przygotowywane w sposób bardzo zbliżony do aut ścigających się w największych seriach wyścigowych. Mianowicie – ramie bliżej jest do rurowej konstrukcji, niż oryginalniej „lekko” zmodyfikowanej karoserii. Pod maską zagości już znany wszystkim silnik 2jz jednak o wiele bardziej dopracowany, niż jednostka z Nissana s13.5. Powinien także zostać zachowany znak rozpoznawczy „Trolla” mianowicie hardcorowy promień skrętu. Z resztą małą zapowiedź możecie zobaczyć na filmie poniżej.

Można by tak jeszcze długo wymieniać, bo różnorodność aut i konfiguracji silnikowych jest ogromna. Oczywiście każdy samochód jest przygotowany w pełni profesjonalnie,moc silników z reguły nie zaczyna niższą cyfrą niż 5, a w zasadzie 600KM+ powoli staje się standardem.

Tutaj właśnie docieramy do moich rozterek. Moje wrażenie jest takie, że przez wojnę zbrojeń trochę zatracamy prawdziwego ducha driftingu. Na pewno z jednej strony jest to konsekwencja popularyzacji tej dyscypliny jak i pojawienia się wielu sponsorów, a co za tym idzie i pieniędzy. Oczywiście nie mówimy o pieniądzach, które dostają kierowcy (zapytaj się kogokolwiek o ten aspekt, to każdy jak jeden mąż zaprzeczy, że to dochodowy sport). Większość z nich prowadzi swoje mniejsze lub większe działalności (niejednokrotnie właśnie warsztaty) dzięki którym „mają na chleb”. Mówiąc o pieniądzach mam tu na myśli budżety na samochody, modyfikacje oraz całe zaplecze na cały sezon. Jeszcze parę lat temu nikt nie myślał np. o silnikach GM z serii LS, a niektórzy zawodnicy musieli rezygnować z pojedynczych rund z powodu braku funduszy na dojazd/opony etc. Dzisiaj nikogo nie dziwi, kiedy samochody są dowożone przez w pełni profesjonalne naczepy, gdzie mieści się kilka aut i cały warsztat teamu. Kierowcy nie muszą przez to się tłuc przez cały kraj, sami prowadząc lawety.

Naturalnie nie krytykuję niesamowitej wygody jaka się „przy okazji” pojawia. W tym miejscu mam namyśli fakt, że są odpowiednie środki finansowe i konsekwencją tego są konstrukcje o nieprawdopodobnych mocach. To skutkuje tym, że prawdziwe techniczne umiejętności trochę schodzą na dalszy plan. W mojej opinii teraz ważne jest to, kto mniej się boi, przez co wejdzie większą prędkością w zakręt. Liczy się coraz większe „show” w postaci niekonwencjonalnych sytuacji. Przykładem tego może być przejazd Saito Daigo na podczas 5tej rundy 2k10 na torze Ebisu, podczas której niemalże „wyskoczył” z naturalnej nierówności toru. Sam przejazd natomiast wygląda tak, że lecisz tylko „od clip-a do clip-a”. Gdy pod maską masz 600 koni, to już nie trzeba aż tak się zastanawiać jak dobrze się złożyć do kolejnego clip-a, bo wiesz, że dojedziesz. Pomijam oczywiście kwestię awaryjności takich jednostek.

Czy to tak naprawdę jest potrzebne do tej zabawy?

Całkiem niedawno, czyli wtedy gdy drifting w Polsce stawiał pierwsze poważne kroki, a silnik ca18det był uważany za dość dobrą i rozwojową konstrukcję, wystarczyło ok. 300KM aby naprawdę dobrze ogarniać temat. Przy takiej „niewielkiej” mocy trzeba było także bardzo dobrze znać i czuć swoje auto, a także wykazywać się sporymi umiejętnościami. Nie można było sobie pozwolić na złe ustawienie auta w zakręcie, w który nierzadko trzeba było wejść „rybką” aby zainicjować poślizg. Każdy ruch musiał być przemyślany, bardzo szczegółowo analizowało się całą linię przejazdu, przez co wszystko miało techniczny charakter.

Piszę o tym bardziej jakby z tęsknotą za większą rolą kierowcy w tym całym bajzlu. Kiedy człowiek musiał się napocić aby złożyć się w zakręt tak, a nie inaczej. Gdzie dzięki temu mógł później poprawnie przejechać całą sekwencję.

Na szczęście jeszcze nie umiera duch w narodzie. Najlepszym przykładem tego, że nie tylko moc się liczy są ostatnie zawody podczas ASFA Motor Show w Kownie, które wygrał Jakub Tatara a.k.a. „Musk”. Zawody miały trochę nietypową formułę. Nie było eliminacji, od razu top32, które było rozgrywane w rozlosowanych wcześniej parach. Trasa nie była nadto skomplikowana, jednak techniczna, piekielnie mała i patrząc na przejazdy, bardzo śliska. To natomiast nie przeszkodziło Muskowi wygrać całego turnieju i po drodze pokonać dwóch doświadczonych i lepiej „wyposażonych” (oczywiście samochodowo, ja już wiem co Wam mali zboczeńcy przyszło na myśl!) polskich zawodników.

Samochód Muska, o wadze 1,2t aktualnie posiada wolnossącą jednostkę S54B32 legitymującą się parametrami 350KM & 370NM.

Bez większych problemów objechał w Top16 zawodnika BudMat RB Drift Team – Macieja Bochenka (lekkie s13, rb25det + N2O), natomiast w Top4 pokonał zawodnika PUZ Drift Team, Grzegorza Hypkiego, który startuje także w lżejszym aucie, e30 z silnikiem z serii LS (ciężko znaleźć informacje na temat mocy ale wyszperałem wartości rzędu 550KM i 700Nm) na pokładzie. Jest to piękny dowód na to, że nie tylko zastrzyk $ od sponsorów i dopracowane, mocne konstrukcje wygrywają. Liczy się także umiejętność panowania nad swoją jednostką. Dzięki temu także przekonuję się, że w tym sporcie jedna rzecz została niezmienna. Nigdy nie wiadomo kto wygra, zawsze jest to swoiste zaskoczenie, i nie ma mowy o dominacji któregoś z kierowców.

Zamieszczone zdjęcia dzięki uprzejmości driftblog.pl (Kalina/Tatara) oraz oficjalnej stronie Jakuba Przygońskiego przygonski.com(fotograf Wojciech Rytel)

buy xanax online no prescription
  • "dsq-author-user-61">Patryk Maciejewski

    Powiem tak. W takich zawodach jak ASFA Motor Show lub na torach faktycznie nie potrzeba piekielnych mocy… wystarczy miec opanowanie samochodu, wyczucie jego każdego koła osobno. Ale na takich rundach DMP jak Karpacz te wielkie moce są niezmiernie potrzebne ponieważ trasa biegnie cały czas pod górke i jak oglądałeś te zawody to widziałeś ze w Uphill’u (trasa pod góre) auta z mocami mniejszymi niż 400HP nie radziły sobie bo co chwila prostowało samochody… Bierzmy pod uwagę też że w sezonie 2013 nie będzie już Karpacza ale w zamian za to będą dwie inne rundy Touge Driftu i to też będzie Uphill wiec te moce jak by nie było są naprawde potrzebne bo Polska jako jedyny kraj napewno w Europie i być może na Świecie organizuje zawody driftingowe na górskich trasach! Tam gdzie powstał drift! Owszem do małych, krótkich i ciasnych zakrętów nawet w Uphill’u nie potrzeba dużych mocy ale patrząc na Karpacz trasa była bardzo szybka o długich łukach, a Sanok (Runda Touge Drift DMP 2013) wcale wolniejsza nie będzie…
    Jeśli ktoś chce oglądać tylko te słabsze auta lub też nimi startować to rozwiązaniem jest DO. A DMP to jest już liga o bardzo wysokim poziomie, jedna z najlepzych profesionalnych lig w Europie! Więc nie ma moim zdaniem co się rozpisywać o tym że drift w Polsce coraz bardziej traci swój urok bo gdyby nie Ci sponsorzy i nie te moce za te $ to większość ludzi by jak zwygle gnębiła Polaków za to że w niczym nie są dobrzy(w sumie tylko piłka nożna ale znając nasz naród tak by było)… A mamy naprawde wielkie szanse (jako naród oczywiście) stać się w tej dziedzinie potęgą!!!
    Ogólnie artykuł super!
    Pozdro!