Chcę dostać na maila info o nowych artykułach!


 

© STREET LEGENDS, 2013

Ostatni rok na Wojnie

Na początku należą się Wam przeprosiny od nas, ode mnie, za to, że od lipca nie było artykułów, więc po prostu – przepraszam, ale dzisiejszy tekst jest właśnie konkretnie o niczym innym, jak o przyczynie braku czasu na artykuły na streetlegends.pl i postaram się jego długością nadrobić absencję.

Zakończyliśmy niedawno sezon motoryzacyjny 2013, kończy się też rok, auta pochowane w dziuplach i garażach, niektóre tylko, jak moje na przykład padło, hardkorowo nadal pociskają po ulicach miast. Sezon ten dedykowaliśmy razem z Pawłem wyprawom na imprezy tuningowe i kręceniu relacji video z tychże przedsięwzięć, abyśta mieli co oglądać przez cały rok, a szczególnie w brzydkie zimowe wieczory kiedy trzeba sobie poprawić humor a autem wyjechać nie ma jak.

 

Wszystko zaczęło się gdzieś w lutym/marcu, kiedy dogadaliśmy się z chłopakami z Tuning Kingz – Kacprem i Kubą w kwestii tripów na wszystkie eliminacje Wojny Północ-Południe i nagrywania oficjalnych klipów video z organizowanych przez nich eventów.

Myśleliśmy, że będzie to łatwe, szybkie, przyjemne, przecież to auta, ludzie, imprezy, czysty fun. Jeszcze nigdy nie myliliśmy się tak bardzo. To co czekało nas na wyprawach do różnistych miejsc w Polsce przerosło znacznie nasze oczekiwania.

Dziś już wiemy – ciężko się kręci filmy po alkoholu, równie ciężko na kacu. Generalnie ciężko się kręci filmy gdy spotyka się tak wielu zajawkowych ludzi gdzie z każdym chce się pogadać, napić, gdzie jest tyle aut, że każde chciało by się obczaić z tej i z tamtej, poznać właścicieli. Ciężko się kręci jak jest 30 stopni upał bo się nie chce, ciężko jak leje deszcz, ciężko jak 10 stopni na dworze no bo sprzęt cenny i tak dalej. Ale jakoś daliśmy radę, bo kochamy robić to co robimy.

Pierwszy był Szczecin. Pierwsza wyprawa moim świeżo zakupionym trip-vagonem czyli Golfem-trzy-kombi na ropę, który był cały czerwony ale drzwi  i błotnik miał białe. Na bramie nie chcieli nas wpuścić. Trzeba było wołać organizatora bo „odźwierni” mimo identyfikatorów „organizator” po zobaczeniu naszego zacnego rydwanu ognia nie chcieli podnieść łańcucha i nas wpuścić. W sumie to nie dziwię się im…  udało nam się wjechać. Luneło deszczem. Piękny start. Pół dnia lało pół dnia nie lało, generalnie szaleństwa nie było, co tez widać na ujęciach z tego eventu. W Szczecinie najlepsze było afterparty… mało kto wrócił z niego żywy, mamy z niego jednak jedno wesołe wspomnienie :

Środek miasta, koło 2-3 w nocy, nawaleni dość mocno zamawiamy taksówkę niewiedząc gdzie jesteśmy, z trudem ustalając telefonicznie naszą lokalizację na podstawie krajobrazu dookoła nas (jakiś kościół, jakiś urząd, duża reklama banku… nowjjjje pani na rogu). Przyjeżdża taksówka. Mercedes baleron oczywiście, a co innego. Kebab siadł z tyłu ja z przodu, to był mega wielki błąd. Wszedłem w dyskusje z taksiarzem, typowy mirek, wiek jednak dość młody koło trzydziechy z hakiem. Gaworzymy sobie o jego mercedesie, patrze na deske rozdzielczą jak się świeci naplakowana do oporu, i mowię do niego :

- Panie, maszzzz Pannn deske tuustom!
- Wcale nie!
- No jak nie przecież widzę żeeest tuuusta!
- Panie co pan, dobry markowy środek do kokpitu używam, wcale nie jest tłusta!
- [przejechałem palcem po desce i pokazuję mu uwalony od Plaka palec] – Panie! Widzisz pan! TUUUSTA DESKAAA ! Nie wooonnoo używać Plaka mówie Wam, a wy wszyscy go używacie! A my to go tylko do opon używamy!

Taksiarz odburknął, olał mnie, Kebab zesrany, że nie dojedziemy w jednym kawałku do noclegowni, siedział z tyłu i milczał. Dowiózł nas, skasował jak za zboże, pewnie na plaka mu dorzuciliśmy, cudem nie zginęliśmy w Szczecinie, a było blisko, po łbach byśmy dostali za „tusstom deske” ;)

Druga wyprawa była do Łodzi, Wojna na Manufakturze. Piękna miejscówka powiadam wam, jak całe miasto Łódź a w szczególności jego centralna część jest w moim mniemaniu brzydka przeokrutnie, tak ta odrestaurowana manufaktura jest przepiękna. Nie mogło być za pięknie, oczywiście lało jak z cebra i 8 stopni na dworze. No kapitalnie. Nie było innej metody jak kupić wódkę i dolać sobie do herbaty co z resztą jest na filmie z całego roku, uratowało nam to życie. Ujęcia, które widzicie z Łodzi były nagrywane w tych krótkich półgodzinnych lukach kiedy nie lało, trudna sprawa generalnie ale udało się, jakoś. Ale za kulisami w Łodzi działo się kilka bardzo ciekawych rzeczy wartych wspomnienia, które zostaną w naszej pamięci trochę dłużej. Pierwsza – nocleg na Bałutach w hostelu. Na zdjęciach wszystko było pięknie i tanio. Przyjeżdżamy na miejsce, kamienica standardowa speluna jak na „trójkącie bermudzkim” czy Ołbinie we Wrocławiu, długo wahaliśmy się czy w ogóle wejść. Weszliśmy, schody, z korytarza po lewej wyłonił się typowy Ździch lat koło 55 z niedopałkiem Męskiego w gębie, jak się okazało – „kustosz” tego przybytku. Kazał iść na górę, gdyż pokoje przyklepali już nasi. Wchodzimy na 1 piętro gdzie miały być pokoje noclegowe. Po korytarzu kręcą się cygańskie dzieci, szczeka pies, słychać muzykę… akordeon, precyzując sprawę. Okazało się, że nocowała tam cała cygańska rodzina ciężka do zliczenia, było ich pewnie więcej niż 10. Harmonia gra, pies szczeka, romskie niemowlę płacze jak wściekłe. Reszta ludzi trochę blada, nie wiadomo co robić, zostać czy nie. W torbach mamy sprzęt za dobre kilkanaście wypłat, podjęliśmy więc decyzję, że ewakuujemy się z miejscówki na Bałutach i szukamy czegoś bardziej cywilizowanego, i bezpieczniejszego. Cudem udało się, zawijka. Bałuty i hostele już zawsze będą się nam kojarzyć tylko z tym miejscem. Druga warta wspomnienia miejscówka w Łodzi to „Bierhalle” na Manufakturze czyli pijalnia piwa w klimacie Octoberfestu. Kapitalne piwo, kapitalne wydekoltowane kelnerki z wielkimi piersiami uginające się pod ciężarem kufli niesionych nam właśnie. Świetne żarcie do tego, świetny klimat… i chore ceny. Po dwa piwa na głowe plus jakieś tam frytki z czymśtam i półtorej stówy nie ma. No ale cycki były dobre więc niech będzie. Z piwiarni wracaliśmy w nocy w strugach deszczu przemoczeni do suchej nitki, dzięki bogu do ciepłego i suchego apartamentu.

Trzecia z kolei eliminacja, najlepsza z całego sezonu naszym zdaniem to był Kraków. Dlaczego najlepsza? Najlepsza pogoda, najlepsze samochody, najlepsza biba w klubie. Z tymi samochodami ciężka sprawa – na trzeciej już eliminacji z kolei auta praktycznie przestały na nas robić jakiekolwiek wrażenie. O custom lakier, o airride, o 400koni, o felgi za 10 koła… standard. Wszędzie to samo. W Krakowie jednak był poziom na tyle wysoki, że pomimo ogólnego już znudzenia zbieraliśmy szczęki z ziemi patrząc na wiele projektów, które tam się pojawiły. Najmilej przywitała nas ekipa z Węgier, Czech i Słowacji. Ludzie ci widzieli Pawła i mnie tylko raz, na All Stars Tuning Weekend w 2012 roku, gdzie jak to zwykle na ASTW bywa – mało kto pamięta cokolwiek. Pomimo tego, gromko przywitali nas jak braci, o godzinie 8.30 rano w sobotę słowami :
„AHOJ! VODKA JEST, BAKARDI MAME TEŻ I JACK DANIELS MAME TEŻ, POJDITE S NAMI!”

Czesi i Węgrzy to inny wymiar. Nadal kochają przepych i styl adriatycki, neony, wyświetlacze, aerografy… no nie wyleczą się z tego. Przyjrzyjcie się ich autom na filmie – np. niebieski Fiat Bravo. Ale za to imprezowicze z nich pierwsza liga, lubią naszą scenę, zawsze przyjeżdżają wyposażeni w odpowiednią ilość alkoholu… no jak ich nie uwielbiać!

Zwiedziliśmy trochę miasta wieczorem, starówkę w zasadzie, świetny klimat, piękna starówka, równie piękna jak ta nasza Wrocławska, nawet miejscami bardziej klimatyczna co nam się udzieliło bardzo. Afterparty w Krakowie było okrutne. Nie żartuję, OKRUTNE. Mega biba nie mieszcząca się w bani, co po części widać na filmie, choć jak ekipa z małopolski nam przekazała – lajcik pełny – „you haven’t seen shit niggas”. Chciałem już napisać, że nie było nikogo trzeźwego jakkolwiek na tej imprezie, jednak błąd! Był. Paweł był trzeźwy bo ktoś przecież musiał nakręcić film. Z tym filmem z afterparty w Krakowie to też dobra bania – na życzenie bardzo wielu osób, szczególnie właśnie grona Krakowskiego wzięliśmy ze sobą sprzęt do klubu. No fajnie. Nakręciliśmy mnóstwo pięknego kompromitującego materiału, szkoda tylko, że gdy wracaliśmy do domu, nie zdążyliśmy jeszcze wjechać za bramki autostrady A4, jak otrzymaliśmy poprzez facebooka kilka próśb i gróźb o nie zamieszczanie danych osób na materiale filmowym, w przeciwnym razie czekają nas konsekwencje prawne, albo wpierdol od kolegi-kolegi i wujka taty brata. No tyle śmichu ;)

Potem były eliminacje w Skaryszewie i Legnicy. Do Skaryszewa nie dojechaliśmy ze względu na moją kontuzję stawu skokowego, co skutecznie uniemożliwiało latanie z kamerą, Legnica natomiast okazała się najsłabszą imprezą w sezonie. Była to jednak jedyna na impreza, na którą udało mi się dojechać moją turbo-padliną, pralką zwaną, jak widać na zdjęciu załączonym, o!


Pomimo pięknej upalnej pogody frekwencja była niska, główna atrakcja – palenie gumy, i te sprawy. O właśnie. Pierwszy raz w życiu zobaczyłem tam całe lokalne teamy, które zajmują się Profesjonalnym Paleniem Gumy na imprezach motoryzacyjnych. Przyjechali w kilka osób, całymi ekipami, auta dedykowane do tej dyscypliny przyjechały na lawetach, w przyczepach mieli – naście kompletów kół na stalówkach na tylną oś. Głównie beemki i mercedesy. I teraz atrakcja zlotu nr 1 – bank rozbił gościu z jednej z ekip, który spalił gumę będąc jeszcze na lawecie! Bezcenne! Jak żałuję, że nie nagraliśmy tego, przecież to by przebiło popularnością „ale urwał” i „miotało nim jak szatan”.

Następnie kluczowy punkt programu i jedna z najbardziej lubianych w środowisku tuningowym imprez czyli ASTW. Pierwszy raz od dawna frekwencja była tak duża, pogoda tak piękna, alkohol taki dobry, basen taki zimny i mokry, że organizatorzy zaniechali całkowicie całodziennych prezentacji samochodów i wszyscy (zjechało się koło 200 samochodów) po prostu przez 3 dni melanżowali w towarzystwie najlepszych polskich projektów tuningowych wszech marek samochodów. Do tego atrakcje sportowe, pływanie, dobre żarcie stworzyły zupełnie nową jakość tej imprezie. Afterparty… szczerze powiedziawszy to nie pamiętam. Ktoś rozbił krasnala z tabletkami i co się działo na allstarsie to zostało na allstarsie. Pech sprawił, że na terenie tego obiektu oprócz ASTW w budynku restauracji odbywało się wesele. Wyobraźcie to sobie. Około 200 porobionych aut, 300 nawalonych zapaleńców motoryzacji świetnie się bawiących, w jednym miejscu z czyimś weselem… To się musiało źle skończyć. Ja mówiłem że to był błąd, nie słuchali. Uprzedzali Panią właścicielkę – ona pełny luz. Skończyło się jak się skończyło – nasi poszli na wesele. Najpierw wydębili wódkę, zaśpiewali sto lat, fajnie, ale jak już mówiłem pękł krasnal z tabletami, i oczywiście w przypływie zjawisk twórczych jeden taki, z imienia i nazwiska nie wymienię, raczył na wesele wejść ponownie i pokazać wszystkim swoje obnażone do kolan owłosione pośladki…  i teraz co najdziwniejsze, właściciele ośrodka nie mieli ponoć żalu, nie było scesji, zarzekała się, że możemy przyjechać za rok. Dziwne, niezrozumiałe. Z drugiej strony nie ma tragedii w stosunku do tego co działo się na allstarsach wcześniejszych, a bywały już ekscesy różne, jak na przykład odpalenie gaśnicy proszkowej w pokoju czy utajone oddanie kału przez anonima za kotarą w noclegowni. Suma summarum ASTW niesamowicie udany, dobrze wspominany, ogromna impreza o świetnym poziomie i z niesamowitym melanżem – wszystko jak na dłoni macie na filmie z tego wydarzenia, który pomimo iż trzeźwi nie byliśmy udało się nam nawet w miarę sensownie nagrać.

Ostatnia eliminacja czyli Katowice i ichne Summer Cars Party dumnie okrzyknięte mianem największej imprezy motoryzacyjnej w Polsce. Nie bez powodu, impreza definitywnie największa. Ogrom atrakcji i rzeczy do obejrzenia, wystawy, wyścigi, drifty, wesołe miasteczko, skoki na bungee, kupa świetnych firm tuningowych ze swoimi stoiskami, do tego świetna pogoda, dużo fajnych dziewczyn. Klimat imprezy jednak zepsuły trochę ekscesy będące następstwami śmiercionośnego połączenia dużej ilości alkoholu oraz nadmiaru mięśni. Ktoś tam kogoś tam pobił, auta potłukł, do sądu chcieli iść, standardowo. Całe szczęście wszyscy się dogadali, szkody pokryte, jakoś rozeszło się po kościach. Czesi znowu byli i jak zawsze pokazali poziom kapitalnymi autami – na filmie delfinowe Audi w kombi czy bordowe Renault Megane, które w poziomie „wydetailingowania” biło na głowy wszystko co widzieliśmy do tej pory. Piękne hostessy Wojny otrzymały przed wejściem do Meganki białe rękawiczki rodem z „Perfekcyjnej Pani Domu”, żeby niczego nie pobrudzić. Tu też odniesienie do filmu, bo widać to conieco, warto przyjrzeć się lakierowi tego auta, bo mało które się tak błyszczy.

 

I teraz skłaniamy się do podsumowania i wniosków.

Rok ten był bardzo pracowity, nagranie tylu filmów i odwiedzenie tylu eventów to naprawdę kupa pracy, aczkolwiek na pewno nie żałujemy. Co się wybawiliśmy to nasze. Ludzie, których poznaliśmy, auta które zobaczyliśmy, kilka świetnych ujęć, które zapadną nam w pamięci. Wojna Północ-Południe to była kapitalna seria imprez kojarzona w całym kraju, jako w zasadzie jedyny z prawdziwego zdarzenia cykl imprez tuningowych w Polsce. „Była” – napisałem jak najbardziej podstawnie, ponieważ jak zadecydowali jej organizatorzy – Kuba i Kacper – był to ostatni rok Wojny. Od 2014 cykl będzie się nazywał Tuning Kingz i zmieni dość mocno swoją formułę, szczerze powiedziawszy umieramy z ciekawości jak to będzie wyglądać.

Tuning w Polsce to bardzo szerokie pojęcie. Dla jednych – tuning to zmiana felgi i sprężyn, dla drugich to kompleksowe budowanie projektów całymi latami, dla jeszcze innych to przede wszystkim show jakie ma robić ich samochód, i dla ostatnich, takich jak ja, tuning to modyfikowanie auta dla jego najlepszych osiągów w warunkach torowych. Każdy patrzy na to inaczej, każdy czego innego oczekuje, każdy ma swój własny poziom, gust i oczekiwania. Wszystkich nas jednak łączy miłość do jednego – miłość do samochodów. I oby to się wszystko kręciło dalej, oby nasze dzieci robiły to co my, oby miały takie cykle imprez jak Wojna Północ-Południe, bo dla takich imprez, dla takich ludzi, takich chwil – chce się żyć, chce się budować auta, chce się robić wszystko to co robimy teraz.

Na koniec, zapraszam Wszystkich do obejrzenia od deski do deski filmu naszego autorstwa (oraz BlackLeaf – ze Skaryszewa) z całego, ostatniego roku na wojnie.

order valium 10mg online no prescription